IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Victor Pryde

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Victor Pryde

Victor Pryde
prezes korporacji



Rola : Prezes korporacji - Dyn@mics Systems

Wiek : 35
Orientacja : Heteroseksualny/a
Pochodzenie : Kanada
Liczba postów : 11

Rada Miasta

Victor Pryde Empty
PisanieTemat: Victor Pryde   Victor Pryde Empty12.11.19 19:12

„Burzliwy romans prezesa Dyn@mic i młodej aktorki dobiega końca”.

Victor zaśmiał się czytając historyjkę na głównej stronie ƆORΛIL. Mistrzowska manipulacja faktami, stawiająca jego byłą partnerkę w charakterze winnej rozstania, opisując w tej chwili popijającego whisky z uśmiechem na ustach prezesa jako załamaną ofiarę złamanego serca. Mężczyzna sięga po telefon i wykręca numer do redaktora naczelnego, który mimo tego jakim jest zajętym człowiekiem odbiera telefon od razu i przez chwilę rozmawiają w najlepsze. W końcu padają słowa gratulacji świetnego nakręcenia historii, bo oficjalnego „dziękuje” w takiej sytuacji nie wypadało dawać, i dwójka mężczyzn kończy rozmowę. Przynajmniej jeden dzień wolności w ten sposób udało się mu wywalczyć od natłoku korporacyjnego szumu. Nie wypadało zrzucać komuś po ciężkim rozstaniu wagi całej korporacji na barki, przynajmniej przez chwilę.

Lubił takie momenty. Dawały mu okazje na zresetowanie się mentalnie i odrobinę relaksu a fakt, że miał po swojej stronie redaktora naczelnego konglomeratu z monopolem na media w forcie, pozwalał mu siedzieć z gołymi nogami opartymi o krawędź tarasu i patrzeć na zachodzące słońce bez obawy, że jakaś hiena dziennikarska zrobi mu inkryminujące zdjęcia zaprzeczające artykułom które o nim się chwilowo pojawiały. Świat raczej wytrzyma przez chwilę bez jego czujnej uwagi.

Często też w takich momentach jego myśli wracają ku przeszłości, i jego uśmiech się poszerza na wspomnienie młodego niepewnego siebie inżyniera wsparcia technicznego którym kiedyś był. Ekspresowe przeskoczenie juniorskiego stanowiska z racji tego, że jego poprzednik wyleciał na zbity pysk nie było z początku takie piękne jakby się wydawało, ale teraz jak na to spojrzeć obiektywnie, była to najlepsza rzecz jaka mu się przytrafiła. Wtedy wrzucenie na głęboką wodę spędzało mu nocami sen z powiek, ale z czasem znajdywał równowagę w tym gdzie stał i zaczynał zdobywać szacunek współpracowników oraz przełożonych. Nie bał się eksperymentować by rozwiązywać problemy, dogadywał się ze wszystkimi działami i nie siedział nigdy bezczynnie. Nie był jedyną oczywiście osobą we wsparciu IT, ale szybko stawał się tym do którego dzwoniły asystentki wyższych rangą członków korporacji, kiedy sama góra miała trudności. Był to bardzo dobry sposób na zwrócenie uwagi szefów swoich szefów, i w porę się w tym zorientował. Nie raz specjalnie w zasięgu słuchu odpowiednich osób albo dzwonił ustalać jakieś sprawy albo wręcz bezczelnie mówił do wyłączonego telefonu, by wyglądało, że trzyma ważne sprawy pod kontrolą.
Świat dookoła się rozlatywał, ale Victor parł do przodu. Kiedy było wiadome, ze Fort Florence będzie powstawał i że jego ówczesna firma miała mieć z nim coś wspólnego, natychmiast zaczął działać by kręcić się przy wszystkich odpowiedzialnych za tamten projekt. Zdalne spowodowanie kilku usterek i błyskawiczne ich usunięcie wraz z rzekomym „zabiezpieczeniem” dotkniętych osób przed ich powrotem robiło swoje. Dodatkowo, odpowiednio ubierał w słowa tego jak to nie rozmawiał ze swoim przełożonym na temat usprawnień i budowanie wizerunku na odpowiedzialnego i myślącego w przyszłość pracownika.

W końcu wszystkie te elementy skumulowały się dookoła sytuacji, że był potrzebny ktoś na stanowisko managera operacji IT w nowych placówkach w Florence, które miały za główne zadanie się rozbudowywać i przejmować lokalny rynek. Oczywiście, była to wszystko gra mająca na celu zagwarantowanie całemu obecnemu wyższemu managementowi stołki w Forcie i Victor zdawał sobie z tego świetnie sprawę acz nie miał z tym problemu. To też dał w odpowiedniej chwili do zrozumienia odpowiedniej osobie i niedługo później budził się co rano już w forcie na swoim nowym stanowisku w nowym wydziale firmy.

Nie próżnował oczywiście mimo awansu i dostania się do bezpiecznej ostoi dla ludzkości. Świat poza fortami zaczął coraz bardziej schodzić na psy i stawało się coraz bardziej oczywiste, że prędzej czy później będzie to walka o przetrwanie na skalę całego gatunku homo sapiens. Wtedy kierował co prawda jeszcze tylko działaniami swojej jednostki zapewniającej swojej firmie spokojny sen co do działań infrastruktury informatycznej, ale zapewnianie solidnych fundamentów dla czegoś większego było równie ważne jeśli nie ważniejsze niż dobudowywanie kolejnych pięter. Im mniej było miejsca na wszystko poza bezpieczną ostoją fortu, tym więcej było potrzeba corazto lepszej technologii by wszystko mogło iść do przodu a właśnie w tej gałęzi przemysłu był.
Pierwsze kilka lat w Florence przebiegało mu względnie gładko. Oczywiście, były problemy, deadline’y i czasami niewykonalne oczekiwania, ale ze wszystkiego dawało się jakoś wybrnąć. Najpierw dzięki jego sugestiom usprawinili system przeciwpożarowy w serwerowni, by zaczął używać gazu zamiast aerozolu, który mógł mimo wszystko dalej uszkadzać elektronikę. (based on a true story btw) Potem wdrożył nowy system zarządzania systemem pracy działu IT zapewniający szybszy czas reakcji na zgłoszenia. Jeszcze później sprawnie ściął koszty operacji oraz workload swoich pracowników poprzez zaprojektowanie inteligentnej aplikacji pozwalającej użytkownikom na samodzielną pomoc sobie w wielu częstych problemach. Wszystko to w końcu zapewniło mu promocję do Senior Operations Managera gdzieś mniejwięcej w podobnym czasie, kiedy konkurencja w postaci Dyn@mic zaczęła się porządnie rozwijać.

Niestety macierzysta firma Victora szybko zaczęła przegrywać batalię z japońskim gigantem mającym wsparcie zza oceanu i nie wstydzi się on faktu, że zdecydował się opuścić tonący statek kiedy usłyszał, ze w Dyn@mic wraz z ich ekspansją otworzyło się stanowisko Operations Directora na które się od razu aplikował. Oczywiście, konkurencyjna firma nie była wyłącznie zachwycona osiągnieciami Victora w firmie z której chciał odejść, ale też uznano, że podkradanie talentu swoich rynkowych oponentów było im jak najbardziej na rękę. No a poza tym w pojedynczym forcie liczba potencjalnych kandydatów z odpowiednimi kompetencjami w tym biznesie była mało imponująca.
W każdym razie, Victor znalazł się wśród lokalnych dyrektorów japońskiej godzili technologicznej, która po tym transferze zaczęła jeszcze szybciej pożerać lokalną konkurencję. Wszystkie pomysły które wcześniej wdrożył w swojej poprzedniej firmie wdrożył ponownie w Dyn@mic, szybciej i sprawniej niż poprzednim razem. Koszty i workload w dół, produktywność i bezpieczeństwo w górę. Każdy prezes lubił takich podwładnych i Victor dość szybko przypodobał się pod tym względem pierworodnemu szefa szefów zza oceanu. Nie była to jakaś wielka przyjaźń, ale zgadzali się w wielu kwestiach i jeśli chodziło o prowadzenie firmy mieli generalnie podobną wizję. Szkoda tylko, że Shōji nie zawsze podzielał wizję którą miał jego syn wspólnie z Victorem. Yoichi wychowany tradycyjnie po japońsku absolutnie nie brał pod uwagę sprzeciwienia się tatusiowi co irytowało szarookiego dyrektora operacyjnego. Nie mniej, ciężko było coś poradzić na tą sytuację. Cały kapitał przechodził przez japonię i jedna decyzja szefa szefów wystarczyła, by wszyscy z dnia na dzień skończyli bez następnej wypłaty. Z resztą, nie tylko Victor miał taką opinię pośród innych dyrektorów ale on szybko stał się najgłośniejszym głosem pośród całej reszty w tej kwestii. Oczywiście tylko kiedy Yoichi nie słuchał. Z nim na czele, zaczęła się konspiracja pośród zainteresowanych większą niezależnością od kraju kwitnącej wiśni dyrektorów. Niestety, pozostawała ona przez długi czas w pełni w sferze konceptów, gdyż obecny prezes może i był uległy wobec ojca ale nie był głupi. To jednak się zaczęło zmieniać, kiedy wyszła na jaw choroba Yoichiego. Nikt nie witał jego przedwczesnej śmierci radośnie, ale wszyscy poplecznicy Victora widzieli w tym okazję by w końcu wcielić swoje plany w życie. Potrzebny był tylko odpowiedni nowy prezes i któżby lepszy na to stanowisko niż defacto lider małego konspiracyjnego porozumienia.
Powrót do góry Go down
 
Victor Pryde
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fort Florence :: Portal :: postacie :: rozszerzenia-
Skocz do: