IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Bazar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Konstantin Yakovlev

Konstantin Yakovlev
strażnik graniczny


http://fortflorence.forumpl.net/t64-konstantin-ramilyevich-yakovlev http://fortflorence.forumpl.net/t98-konstantin-yakovlev#103 http://fortflorence.forumpl.net/t86-konstantin-yakovlev#91 http://fortflorence.forumpl.net/t163-konstantin-yakovlev#173 http://fortflorence.forumpl.net/t156-dom-yakovlevow#166

Wiek : 34 lata
Orientacja : Heteroseksualny/a
Pochodzenie : Pietropawłowsk Kamczacki, Rosja
Liczba postów : 105

Administrator blank

Bazar Empty
PisanieTemat: Bazar   Bazar Empty24.10.19 18:09



bazar
Targowisko, które pełni ważną rolę społeczną w życiu Dusty Hollow. Mnogość straganów porozkładanych na klepisku między kolumnami, gdzie płótna pełnią rolę zadaszenia. Wszystko wygląda bardzo prowizorycznie, zresztą jak całe opuszczone miasteczko, które zostało zaadaptowane do życia. Jeśli szukasz czegoś, co legalne lub nielegalne, a nie masz odpowiednich kontaktów, bazar jest odpowiednim miejscem, aby chociaż zacząć szukać, jednak należy mieć oczy dookoła głowy. Zatłoczone targowisko to idealne miejsce dla kieszonkowców.

Powrót do góry Go down
Konstantin Yakovlev

Konstantin Yakovlev
strażnik graniczny


http://fortflorence.forumpl.net/t64-konstantin-ramilyevich-yakovlev http://fortflorence.forumpl.net/t98-konstantin-yakovlev#103 http://fortflorence.forumpl.net/t86-konstantin-yakovlev#91 http://fortflorence.forumpl.net/t163-konstantin-yakovlev#173 http://fortflorence.forumpl.net/t156-dom-yakovlevow#166

Wiek : 34 lata
Orientacja : Heteroseksualny/a
Pochodzenie : Pietropawłowsk Kamczacki, Rosja
Liczba postów : 105

Administrator blank

Bazar Empty
PisanieTemat: Re: Bazar   Bazar Empty08.11.19 17:02

Chociaż wiedział, że nie powinien kręcić się po Outlandzie i siedzieć grzecznie we względnie bezpiecznym Newcrest, przynajmniej tak mówili przełożeni i chyba wszyscy, którzy dbali o swoje życie, Konstantin i tak skierował tam swoje kroki. Dziś zmianę pełnił w niedalekim od Dusty Hollow punkcie granicznym. Koledzy z pracy powtarzali, że w ogóle nie przepadają za robotą tutaj i woleli siedzieć części dzielącej z Panoramą, jednak tu było jakoś ciekawiej… jeśli nie trzeba było używać broni. Takie momenty wolał jednak omijać.
Nawet nie pomyślał o tym, żeby przyjechać tu służbowym samochodem. Gdyby tylko wyszedł z niego i spuścił z oka chociaż na chwilę, mała szansa, że cokolwiek by z niego zostało. Albo ktoś zwędziłby go w całości odpalając na kable, albo ekspresowo rozebrał na części. Słyszał już o takich przypadkach nie raz. Na szczęście piechotą miał tu blisko. Był uzbrojony, miał na sobie mundur strażnika granicznego, ale nie rzucał się on aż tak w oczy, bo zarzucił na siebie skórzaną, brązową kurtkę, której kołnierz obszyty był futrem. Swoim wyglądem nie wyróżniał się od otaczających go ludzi zamieszkujących Outland. No dobra, może jego ubrania były nieco porządniejsze i mniej dziurawe, ale i tacy się tu zdarzali. W każdym razie – nie rzucał się na pierwszy rzut oka na tyle, żeby ktoś zaraz chciał go okroić z portfela, a nawet jeśli, to powodzenia.
Nie przyszedłby tu, gdyby nie miał powodu. Imieniny żony zbliżały się wielkimi krokami, a on wciąż nie miał dla niej prezentu, bynajmniej nie ze swojej winy. Chciał znaleźć dla niej coś wyjątkowego, a większa szansa na to była właśnie tutaj – na bazarze, na którym ludzie potrafili opchnąć prawdziwe cudeńka, jeśli miało się odpowiednio dużo punktów w rubryce „szczęście”. Z cenami bywało tutaj różnie, ale tym razem Konstantin się nie martwił. Od dłuższego czasu zostawał w pracy po godzinach, żeby odłożyć trochę grosza. Wciskał Raisie kity, że przełożony płaci mu za mało, że wyzysk – nie było to ciężkie do uwierzenia, ale biedak nie czuł się dobrze okłamując żonę. Pocieszał się jednak faktem, że robi to w dobrej sprawie. Z tego powodu musiał być też czujny, bo jakby ktoś go okroił, to byłby w niezłej dupie.
Liczył na to, że gdzieś na stoiskach wypatrzy biżuterię z Panoramy, albo jakiś zmyślny gadżet dla zawodowej pani fizyk. Może jakieś ładne ubranie? Nie miał konkretnych pomysłów i czekał, aż coś wpadnie mu w oko i wykrzyczy „TO JA JESTEM PREZENTEM DLA TWOJEJ ŻONY”. W tych czasach nie można było być roszczeniowym i wybrednym, jeśli nie należało się do tych snobów z Panoramy. Rozglądał się za prezentem już w Newcrest, ale miał wrażenie, że tam był mniejszy wybór, bo wszystko na targach musiało zostać pozyskane oficjalnie, a tu – niekoniecznie. Chociaż nie powinien wspierać takich interesów jako strażnik graniczny, bo to właśnie jego zadaniem było przejmować przeszmuglowane przedmioty, były sprawy ważne i ważniejsze, a tymi ostatnimi był prezent dla jego żony.

_________________
angielski / rosyjski
Powrót do góry Go down
Lyra Voralberg

Lyra Voralberg



Rola : Członek gangu Salvages

Wiek : 20
Orientacja : Heteroseksualny/a
Pochodzenie : Kanada
Liczba postów : 5

blank

Bazar Empty
PisanieTemat: Re: Bazar   Bazar Empty08.11.19 18:06

Dni w Outland niepokojąco zlewały się w jedno - przynajmniej dla stałych mieszkańców. Wcześniej prażące słońce, teraz ustępujące nocnemu chłodowi pustyni, ciągłe starania, by było wystarczająco wody pitnej... Tia, życie w Outland było dla mieszkańców przerażająco normalne. W końcu dla nich nie było to nic nowego. Czas przed południem, kiedy słońce nie było jeszcze wcale tak wysoko i nie parzyło skóry aż tak, spędzało się na pracy, potem odpoczynek, a potem znowu praca. Lub wygłupy. Czasami Lyra rzeczywiście miała chwilę się powygłupiać, ale zwykle zbyt ciężko pracowała. Czy to na wysypisku, czy to na bazarze - tak jak teraz. Może i nie miała zazwyczaj wielu wartościowych rzeczy przy sobie, ale od czego była kreatywność i spryt? Ręcznie robiona biżuteria, czy jakieś drobne maszyny, na przykład pozytywki - i ot, jakoś tak fundusze co nieco się zwiększały. Czasami wpadali tutaj obcy, pewnie ludzie z Newcrest (nikt tutaj nie śmiał nawet mieć nadziei na to, że ktokolwiek z Panoramy się pojawi na tej ich pustyni), czasami zwykli lokalsi, którzy nie mieli nic innego do roboty. Tyle że wśród mieszkańców zwykle stosowało się handel wymienny. Czy to woda, czy to jakieś części z aut, czy innych maszyn, wszystko znajdzie zastosowanie dla tych, którzy chcą przetrwać za wszelką cenę. Nawet broń. Może szczególnie broń?
Lyra lubiła sprzedawać swoje robótki na bazarze, chociaż nigdy nie spodziewałaby się po sobie, że ma do tego jakikolwiek talent. Cóż, tutaj znowu zawdzięczała to swojemu ojcu. Mężczyzna nie chciał, żeby Lyrze nagle skończyły się możliwości zarobku, więc i tego ją nauczył, żeby chociaż dorobiła sobie na tym przeklętym targu. Chyba jako jedna z niewielu aż tak nie bała się o to, że ją ktokolwiek okradnie. Po pierwsze, miała przy swoim boku Strzałę, psa, który pilnował jej rzeczy jakby były jego własnymi i warczał na kogokolwiek, kto bez pozwolenia próbował coś obejrzeć, a po drugie, wszystko, co miała wystawione, było raczej sklecone naprędce. Rzeczy wartościowe miała schowane - poza jednym naszyjnikiem, nad którym właśnie pracowała.
Więc siedziała pochylona nad najnowszą robótką, zręcznymi palcami tworząc misterne zapięcie - za sam naszyjnik robił prowizorycznie obrobiony kamień szlachetny, za który ostro przepłaciła u jednego z tych śmiałków, którzy zapuszczali się do kopalni. No, ale było warto, bo rzeczywiście kamień był piękny. Zazwyczaj świecidełek nie trzymało się na wierzchu, ale to stanowiło wyjątek, bo przecież jakoś musiała go zrobić. Ludzie przechodzili koło jej stanowiska, a Lyra głównie nasłuchiwała Strzały. Nie zdziwiło ją nawet, że pies zaraz zaczął warczeć, podnosząc się ze swojego pseudo legowiska. Dziewczyna westchnęła ciężko, spoglądając do góry, by zobaczyć, kto rozjuszył wilczura, po czym uniosła brwi, patrząc się na rudego mężczyznę.
- Kupujesz, czy oglądasz? - zapytała bez większego zastanowienia, wracając do swojej roboty. - Bo jak oglądasz, to niczego nie dotykaj. Strzała, do cholery, zostaw.
Pies wyglądał, jakby właśnie został obrażony, ale posłusznie z powrotem położył się, uważnie obserwując nieznajomego, a Lyra, by choć na chwilę zająć kundla, rzuciła mu kawałek swojego jedzenia.
- Jak chcesz coś dotknąć, wziąć do ręki, to się zapytaj, bo inaczej mój pies dostanie pierdolca i się rzuci - ostrzegła, nie siląc się nawet na przesunięcie wzroku na nieznajomego. - Jak chcesz coś kupić, to zapraszam. Mam różne duperele, począwszy od pozytywek, przez prowizoryczne zegarki, a kończąc na biżuterii. Różne przydasie i cotosie, prawie wszystko, czego dusza zapragnie. Szukasz czegoś, co świeci? Tutaj to znajdziesz. Szukasz czegoś użytecznego? Też mam. Jedyne czego nie mam, to broni, ale chyba tylko dureń wystawiałby tutaj broń.
W końcu spojrzała z powrotem na rudowłosego mężczyznę, przestając na chwilę dłubać przy naszyjniku, chociaż zostało jej do zrobienia tylko zapięcie.
- To znaczy, jeżeli masz czym zapłacić - uśmiechnęła się krzywo, odgarniając włosy z twarzy. - Więc? Mogę w czymś pomóc?
Powrót do góry Go down
Konstantin Yakovlev

Konstantin Yakovlev
strażnik graniczny


http://fortflorence.forumpl.net/t64-konstantin-ramilyevich-yakovlev http://fortflorence.forumpl.net/t98-konstantin-yakovlev#103 http://fortflorence.forumpl.net/t86-konstantin-yakovlev#91 http://fortflorence.forumpl.net/t163-konstantin-yakovlev#173 http://fortflorence.forumpl.net/t156-dom-yakovlevow#166

Wiek : 34 lata
Orientacja : Heteroseksualny/a
Pochodzenie : Pietropawłowsk Kamczacki, Rosja
Liczba postów : 105

Administrator blank

Bazar Empty
PisanieTemat: Re: Bazar   Bazar Empty08.11.19 18:37

Przechadzał się tak między straganami i starał się nie oceniać ich zawartości, bo doskonale zdawał sobie sprawę z realiów panujących w Outlandzie, ale co rusz na wystawiony na sprzedaż był prawdziwy szmelc. Dobra, Konstantin, zejdź z tego swojego wysokiego konia. Niby nie do końca wiedział na co jest popyt w tej strefie, a na granicy zatrzymywał raczej broń i cenne, niezbyt legalne przedmioty. O ile to pierwsze było na pewno bardziej niż przydatne, to drugie raczej nie pomagało w codziennym życiu. Ciekawe, jak często na tym bazarze pojawiają się ludzie z zapasem gotówki, chcący kupić prezent dla swojej żony. W dalszym ciągu liczył, że wypatrzy coś wartościowego między nakrętkami, sprężynami i podejrzanie wyglądającymi strzykawkami i nie będzie musiał zostawić tu majątku.
Powoli zaczynał czuć się zawiedziony, a z tym nieprzyjemnym uczuciem szła w parze lekka panika. Cały czas wisiała na nad nim groźba ubywającego czasu, a nie mógł zostać z niczym. Niepotrzebnie założył na siebie kurtkę, bo było tu o wiele cieplej, niż w Newcrest, czy chociażby w zadaszonej budce z wentylacją, bo tam miał dzisiaj zmianę, zamiast chodzić wzdłuż dzielącego strefy płotu.
Zatrzymał się przy kolejnym straganie, przy którym siedziała młoda, na pierwszy rzut oka nie wyróżniająca się niczym dziewczyna. Z początku nie zauważył psa, pewnie za sprawą tego, że jego prowizoryczne legowisko mądrze znajdowało się w cieniu, ale nie mógł nie usłyszeć złowrogiego warkotu. Ściągnął brwi u nasady nosa, wbijając wzrok w zwierze. Okej, dobry sposób, szczególnie, że nie posądzał drobnej, siedzącej przed nim osoby o duże umiejętności samoobrony, chociaż skitrana pod ladą broń zawsze była dużym bonusem. Chwilę potem spojrzenie na właścicielkę, która musiała być o wiele młodsza od niego (niewielki wyczyn, ciężko było dożyć starości w Outlandzie). Nie był w stanie za nic oszacować jej wieku, bo doskonale wiedział, że mieszkanie w ostatniej strefie Fortu Florence skutecznie postarzało. Od razu zrobiło mu się jej szkoda, ale gdzieś tak w głębi i nie na tyle, aby cokolwiek z tym zrobić. Już trochę czasu pracował na granicy i spotykał o wiele gorsze przypadki, z którymi nie mógł zrobić absolutnie nic. Już i tak wystarczyło, że najchętniej to by wszystkie bezdomne zwierzątka przygarniał do siebie. Ciekawe jak bardzo Raisa by go zabiła, gdyby pewnego dnia przywlókł do domu jakiegoś dzieciaka? Na pewno nie mogłaby się gniewać zbyt długo…
Wysłuchał w spokoju słów nieznajomej, nie zamierzał jej przerywać. Nie wykluczone, że zaraz stąd po prostu odejdzie, a nie był zbyt wielkim fanem small talku, a zresztą ona też nie wyglądała na zbyt chętną, żeby pogawędzić o pogodzie.
- Ma to sens – odpowiedział w końcu dziewczynie z wyraźnym rosyjskim akcentem, gdy ta skończyła już mówić. Od razu można było stwierdzić, że rudzielec należy raczej do tych małomównych, przynajmniej przy obcych. Przejechał wzrokiem po wystawie, na której nie znalazł żadnego przedmiotu, który przykułby jego wzrok. Niby fajnie, ręczna robota i w ogóle, ale Konstantin jednak pozostawał synem majętnego typa, który obdarowywał swoją żonę perłami i diamentami przy każdej okazji. Westchnął ciężko, gotowy już odejść, kiedy coś w rękach sprzedawczyni odbiło od siebie pojedynczy promień słońca. Niestety nie widział zbyt dobrze, co trzyma dziewczyna, ale mógł stwierdzić już teraz, że ozdoba wygląda o wiele lepiej, niż wszystko, co widział tu do tej pory. - A to? – wskazał palcem w kierunku nieznajomej, a dokładniej trzymanego przez nią przedmiotu.

_________________
angielski / rosyjski
Powrót do góry Go down
Lyra Voralberg

Lyra Voralberg



Rola : Członek gangu Salvages

Wiek : 20
Orientacja : Heteroseksualny/a
Pochodzenie : Kanada
Liczba postów : 5

blank

Bazar Empty
PisanieTemat: Re: Bazar   Bazar Empty08.11.19 19:00

Teraz, gdy mężczyzna odpowiedział na jej słowa, mogła mu się uważnie przyjrzeć. Nigdy wcześniej go nie widziała - czy prawdopodobnie albo był turystą, albo tak się cholernie dobrze gdzieś ukrywał. Dzikim nie był. Może z Outlaws? Nie, przecież Salvages i Outlaws mieszkali praktycznie koło siebie, kojarzyłaby go, chociaż z widzenia. Tym bardziej nie był od babuszki. Nie wyglądał też na chłopca na posyłki. Zmrużyła oczy, przypatrując się mu dokładnie. Był o wiele bardziej zadbany, niż jakikolwiek mieszkaniec Outland, a to było trudne do osiągnięcia. No i jego ubrania... Ta kurtka, którą miał na sobie. W Outland nikt by nie chodził w niej tak otwarcie. Zbyt cenny materiał. Zbyt wielka możliwość zarobku. Czyli raczej turysta. Tylko kto w sumie jeszcze przyłaził do Outland z własnej woli?
- A spróbuj tylko, to ci mój kundel łeb odgryzie! - warknęła nagle, gwałtownie spoglądając w bok, skąd właśnie ulatniał się drobny złodziejaszek, próbujący zwinąć stojącą z brzegu pozytywkę. Lyra prychnęła, chociaż była bardziej rozbawiona, niż oburzona, marszcząc delikatnie brwi, kiedy rudowłosy zapytał się o robótkę w jej dłoniach. Oj, tak, miała nadzieję, że przykuje to uwagę któregoś klienta.
- Robocizna - odparła już nieco bardziej przyjaźnie, choć na jej twarzy brak było jakiegokolwiek śladu uśmiechu. - Ręcznie robiona biżuteria. Naszyjnik, świecidełko, jak zwał tak zwał.
Nie odsłoniła jednak tego, nad czym pracowała, bowiem blask kamienia mógł przyciągnąć uwagę innych sprzedawców, a oni nie wahaliby się przed kradzieżą. Szczególnie od kogoś, kto wyglądał na młodego.
- Mało tutaj takich prawdziwych świecidełek, uwierz mi - mruknęła, odganiając nogą Strzałę, który wydawał się zbyt zainteresowany możliwością pożucia butów rudowłosego mężczyzny. Ostrożnie rozejrzała się, po czym naciągnęła rękaw na dłoń, zasłaniając dostęp słońca do kamienia, żeby się tak oczojebnie nie błyszczał, po czym pokazała go mężczyźnie.
- Teraz mów ciszej i pochyl się trochę nad tym stoiskiem albo żadne z nas nie będzie tego miało - powiedziała, sama ściszając głos. - Jeszcze nie skończyłam, zostało mi do zrobienia zapięcie, co powinno zająć mi do kilkunastu minut. To kamień z pobliskich kopalni. Wyczyszczony z pyłu i poddany prowizorycznej obróbce, żeby ładniej wyglądał. Mało kto wykorzystuje te kamienie do biżuterii, bo mało kto ma ochotę zapuścić się do kopalni, więc na twoim miejscu nie liczyłabym, że znajdę takie coś u kogoś innego.
Z powrotem zakryła dłonią kamień, przez długą chwilę dłubiąc w łańcuszku, a potem uniosła delikatnie brew do góry, patrząc się na nieznajomego.
- Nie jest tani - ostrzegła, wzruszając ramionami. - Ale patrząc po tym, że sam nie wydajesz się mieć jakoś dużo biżuterii, to-
Urwała na chwilę, przez moment wpatrując się w coś za plecami rudowłosego, a następnie chwyciła pobliski kamień, rzucając go za potencjalnego klienta.
- A spróbuj mu tylko rozciąć tę kurtkę, to cię własna matka nie pozna, o ile jeszcze nie zdechła w pyle! - zawołała, odganiając tym kolejnego złodziejaszka, po czym z powrotem spojrzała na obcego. - Na czym my to? A. Tak. Sam nie wydajesz się mieć za dużo biżuterii, to zakładam, że to ma być prezent. To, co mam, jest warte swojej ceny. A jak nie chcesz, to zapraszam do kopalni, może sobie sam wydobędziesz jakieś cacko, hm?
Powrót do góry Go down
Konstantin Yakovlev

Konstantin Yakovlev
strażnik graniczny


http://fortflorence.forumpl.net/t64-konstantin-ramilyevich-yakovlev http://fortflorence.forumpl.net/t98-konstantin-yakovlev#103 http://fortflorence.forumpl.net/t86-konstantin-yakovlev#91 http://fortflorence.forumpl.net/t163-konstantin-yakovlev#173 http://fortflorence.forumpl.net/t156-dom-yakovlevow#166

Wiek : 34 lata
Orientacja : Heteroseksualny/a
Pochodzenie : Pietropawłowsk Kamczacki, Rosja
Liczba postów : 105

Administrator blank

Bazar Empty
PisanieTemat: Re: Bazar   Bazar Empty08.11.19 23:31

Był świadomy, że dziewczyna przygląda się mu i ocenia, zapewne analizuje każdy szczegół jego wyglądu. Czuł na sobie jej wzrok i wcale nie mógł jej winić. Też należał do tych podejrzliwych, ale może nie aż tak, jak ona. Nie musiał codziennie walczyć o przetrwanie, a w Newcrest nie na każdym rogu czaił się ktoś chętny, aby wpakować ci kosę między żebra. Na pewno w tym przypadku był cholernie wyrozumiały, bo jeśli ktoś gapiłby się tak na niego w jakiejś codziennej sytuacji, to pewnie zachowałby się odrobinę inaczej i przyjąłby trochę bardziej groźną minę. Tyle z reguły wystarczyło, żeby potencjalny napastnik zmienił swoje ewentualne plany co do niego.
Uniósł wzrok najpierw na dziewczynę, a potem na kogoś, na kogo najprawdopodobniej krzyczała. Uśmiechnął się w lekkim rozbawieniu, chociaż cała ta scenka raczej nie powinna go bawić. Wypuścił szybko powietrze nosem. Nic nie mógł poradzić na to, że tak nagła zmiana energii ze strony małoletniej była raczej niecodziennym widokiem. Chociaż siedziała i nie mógł ocenić jej wzrostu, to był pewien, że należała do tych raczej niskich osób, ale gdy podnosiła głos wydawało się, jakby dodawała sobie co najmniej dziesięć centymetrów i dodatkowy zestaw ostrych kłów.
- Dobra, pokaż mi to – powiedział jej krótko, gdy zaczęła gadać na temat zrobionej przez siebie biżuterii. Domyślał się, że musi ją odpowiednio zareklamować, ale wolał widzieć efekty jej pracy, niż słuchać skąd ma to świecidełko. W tym przypadku liczył się jego wygląd, bo i tak nie będzie opowiadał żonie skąd to wytrzasnął. Zapewne zrobiłaby mu aferę, że wypuszcza się do Outlandu i ryzykuje zdrowiem, czy życiem tylko po to, żeby kupić jej prezent na imieniny.
Nachylił się nad straganem, żeby lepiej przyjrzeć się wypolerowanemu kamieniowi, który trzymała dziewczyna. Faktycznie robił wrażenie i jednego Konstantin był pewien – należał do unikatowych, bo nie przypominał sobie, żeby taki widział. Co prawda żaden z tego wyznacznik, bo nigdy nie zwracał uwagi na takie rzeczy, ale miał nadzieję, że Raisa pomyśli o tym prezencie w podobny sposób. Jeśli go w ogóle kupi, bo nie chciał na niego wydawać całego swojego majątku.
- Hmm... – przyjrzał się ostatni raz biżuterii, zanim wyprostował się z tej niewygodnej pozycji. - Może być. Może być – powiedział chyba bardziej sam do siebie, niż do niej, a przynajmniej takie mogło to sprawiać wrażenie.
Zanim zaczął kolejne zdanie, dziewczyna znowu się uaktywniła tak samo, jak jego refleks. Rudzielec uchylił się przed lecącym kamieniem, który wydawał się zmierzać prosto w jego głowę. Obejrzał się przez ramię, gdy ten go minął, a nieznajoma znowu podniosła głos.
- Dzięki. Musisz mieć oczy do około głowy, co? – chociaż powinien być przestraszony, albo zestresowany całą tą sytuacją, wydawał się raczej zmęczony i to wcale nie przez dziesięciogodzinną zmianę. Zdawał sobie sprawę, że otaczało ich wielu złodziei i kieszonkowców, ale był pewien, że byłby sobie w stanie z nimi poradzić. Miał już z tym wszystkim do czynienia wiele razy i to jeszcze na długo przed Fortem Florence. Jeśli ktokolwiek cokolwiek by mu zrobił, raczej od razu by tego pożałował i skończył z co najmniej złamaną ręką, która próbowała sięgnąć do jego kieszeni. - Może jestem naiwny, ale liczę na to, że się dogadamy. Już wiem, że lubisz gadać – zaczął, patrząc w tym momencie uważnie na twarz dziewczyny, za to na jego nie można było dojrzeć już nawet cienia uśmiechu. Przyglądał się młodszej od siebie swoim przenikliwym, niebieskim spojrzeniem. - Ile za to chcesz? Tylko nie kombinuj, bo nie zapłacę za to jakiejś ogromnej ceny – wypowiedział w końcu jakieś dłuższe zdania, ale nie chciał, żeby zabrzmiały jak groźna, a ostrzeżenie. Ta sytuacja wymagała jego większej czujności, niż w przypadku otaczających go ludzi. Nie chciał dać się oszukać i miał ze sobą zdrowy rozsądek, który pilnował go przed wydaniem majątku na jakąś głupią biżuterię.

_________________
angielski / rosyjski
Powrót do góry Go down
Herber Spirit

Herber Spirit
przywódca gangu


http://fortflorence.forumpl.net/t177-immer-irbis-wright#191 http://fortflorence.forumpl.net/t203-immer-wright#272 http://fortflorence.forumpl.net/t202-immer-wright#271 http://fortflorence.forumpl.net/t204-irbis#273

Rola : Przywódca gangu Salvages

Wiek : 31
Orientacja : Heteroseksualny/a
Pochodzenie : Kanada
Liczba postów : 8

Florence Liberation Front

Bazar Empty
PisanieTemat: Re: Bazar   Bazar Empty11.11.19 1:03

Paliło jak cholera, pomimo że podobno było chłodniej, kiedy wraz z grupką ludzi przeszukiwał najnowszy stos śmieci. Lubił to bezmyślne przewracanie kolejnych warstw bezużytecznych rupieci by na samym dnie znaleźć cudeńko, albo absolutnie nic - co zdarzało się znacznie częściej. Odprężało go to, choć mięśnie piekły, a ciało gęsto rościł pot. Nie musiał wtedy planować, warczeć rozkazy raz za razem przekonując się, że ludzkość nie tylko zatrzymała się w rozwoju. Przez panujące temperatury mózgi zwyczajnie ścinały się jak rozlane jajka na patelniach. W końcu zarządził powrót, co ludzie skomentowali westchnięciami pełnymi ulgi. Immer nie był typowym przywódcą, który wysyłając ludzi na front sam pławił się we względnych luksusach. Pracował z nimi, pewnie nawet ciężej i dłużej, napędzany potrzebą całkowitego wyłączenia się od trawiących go problemów.
Wysoki mężczyzna kluczył między straganami. Ubrany w bojówki, białą, poplamioną i przepoconą koszulkę, na którą narzucił bluzę z kapturem oraz czarną czapkę z daszkiem nie wyróżniał się od pozostałych mieszkańców Outlandu. A i tak przyciągał spojrzenia, bo każdy w tym rejonie wiedział, kim jest. Każdy, kto nie był nowy, kto dbał o swoje cztery litery, albo choć raz zadarł z gangiem w ten lub inny sposób.
Był jednocześnie gwarancją bezpieczeństwa, bowiem w momencie jego pojawienia się wszelkie złodziejaszki nagle uciekali trochę dalej, z dala od błękitnego, nieprzychylnego spojrzenia. Tylko wariat próbowałby okraść go, albo kogoś, kim Irbis był zainteresowany. Nie stronił od przemocy i nie pozwalał o tym zapominać.
Krążył między straganami swoich ludzi dowiadując się jak im idzie - zwykle ograniczał się do krótkiej wymiany zdań, szybkiej pochwały lub nagany i szedł dalej. O ile ci nie potrzebowali czegoś więcej. Wtedy słuchał; bo co innego miałby robić ze swoim czasem? Miał też swoich ulubieńców, do których nigdy nie przyznałby się na głos, bo nie potrzebował, by z tego powodu reszta ludzi zerkała na nich wilkiem. Jednym z nich była dziewczyna, do której właśnie zmierzał. Już ledwo wychylając się zza zakrętu dostrzegł, że ma klienta. To nie było w stanie zmienić kierunku jego kroków.
- Cześć, kundlu - przeszedł za plecami rudego nawet mu się nie przyglądając. Nie interesował go klient, za to Lyrę obdarował leniwym uśmiechem, kiedy kucając przed Strzałą wyciągnął dłonie ku psiemu łbu, aby chwytając go bez oporów wytarmosić za uchem. Z początku nie był zadowolony z tego, że dziewczyna go przygarnęła, ostatecznie jednak ani razu nie zdradził się na głos ze swojego niezadowolenia uznając, że pies zawsze się przyda. Chociażby po to, aby nie zapomnieć jak to jest być człowiekiem. Jak to jest być za kogoś odpowiedzialny. Jej się to przyda. Skądś musiała się tego nauczyć.
- Jak ci idzie? - zadarł podbródek zerkając na dziewczynę. Pomimo tego, że kucał ich twarze znajdowały się niemal na tej samej wysokości podkreślając, jakim konusem była. Ale z całą pewnością nadrabiała charakterem.
Powrót do góry Go down
Konstantin Yakovlev

Konstantin Yakovlev
strażnik graniczny


http://fortflorence.forumpl.net/t64-konstantin-ramilyevich-yakovlev http://fortflorence.forumpl.net/t98-konstantin-yakovlev#103 http://fortflorence.forumpl.net/t86-konstantin-yakovlev#91 http://fortflorence.forumpl.net/t163-konstantin-yakovlev#173 http://fortflorence.forumpl.net/t156-dom-yakovlevow#166

Wiek : 34 lata
Orientacja : Heteroseksualny/a
Pochodzenie : Pietropawłowsk Kamczacki, Rosja
Liczba postów : 105

Administrator blank

Bazar Empty
PisanieTemat: Re: Bazar   Bazar Empty21.11.19 13:46

// Minęło 10 dni od ostatniego posta, Lyry nie widzę od dawna, dlatego z przykrością muszę zakończyć wątek. //

Chociaż w towarzystwie pojawił się mężczyzna, którego Konstantin nie znał i nie było to żadnym zaskoczeniem, obcy nie wydawał się być nim ani trochę zainteresowany. Szczerze mówiąc, to rudy nie zamierzał tego zmieniać. Przyszedł tutaj w konkretnym celu, a nie po to, żeby pracować nad nowymi znajomościami. Za to wyglądało na to, że jegomość zna dziewczynę, z którą strażnik graniczny przeprowadzał właśnie interesy, a raczej był dopiero na etapie negocjowania ceny. Białowłosy wydawał się nie chcieć w tym przeszkadzać, ale wiadomo, że warto było mieć go na uwadze. W takich miejscach należało być czujnym, czego dobrym przykładem był fakt, że już dwa razy ktoś próbował ich obrobić. Może ta dwójka była w jakiejś spółce, albo należeli do jednego gangu, a ich celem było okradanie osób, u których było już wiadomo, że mają gotówkę w portfelu i przyszli na bazar, by dokonać zakupu? Cóż, nawet jeśli nieznajomy nie miał złych zamiarów, to Yakovlev nie zamierzał przebywać tu zbyt długo. Miał do czynienia z mieszkańcami Outlandu na tyle często, by wiedzieć, że nie ma czegoś takiego, jak przesada z byciem czujnym i nieufnym w stosunku do nich.
Negocjacje nie zajęły zbyt długo, bo dziewczyna zażądała ceny, która dla Konstantina była zbyt wysoka. Owszem, miał tyle w portfelu, ale suma przekraczała górną granicę, której mężczyzna nie chciał przekroczyć. W końcu musiał też zostawić trochę gotówki na czynsz, jedzenie, czy ogólnie rzecz biorąc na życie. Z młodą dziewczyną ciężko było dojść do porozumienia, dlatego rudy postanowił się usunąć. Miał też inne możliwości, z których mógł nabyć prezent na imieniny żony i chociaż nie chciał wcześniej po nie sięgać, teraz wydawały mu się najbardziej logiczne.
Oddalił się od bazaru nieśpiesznie, cały czas mając na uwadze, żeby pilnować swojego tyłka. Kilka chwil później znajdował się już poza terenami Outlandu.

[zt]

_________________
angielski / rosyjski
Powrót do góry Go down
Sponsored content






Bazar Empty
PisanieTemat: Re: Bazar   Bazar Empty

Powrót do góry Go down
 
Bazar
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fort Florence :: Fort Florence :: outland :: dusty hollow-
Skocz do: