IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Immer "Irbis" Wright

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Herber Spirit

Herber Spirit
przywódca gangu


https://fortflorence.forumpl.net/t177-immer-irbis-wright#191 https://fortflorence.forumpl.net/t203-immer-wright#272 https://fortflorence.forumpl.net/t202-immer-wright#271 https://fortflorence.forumpl.net/t204-irbis#273

Rola : Przywódca gangu Salvages

Wiek : 31
Orientacja : Heteroseksualny/a
Pochodzenie : Kanada
Liczba postów : 8

Florence Liberation Front

Immer "Irbis" Wright Empty
PisanieTemat: Immer "Irbis" Wright   Immer "Irbis" Wright Empty05.11.19 11:08



Chwastu nie wyplenisz, nieważne jak bardzo byś się starał.
Wyrośnie na najbardziej jałowej ziemi, bez wody, ze znikomą ilością słońca. Nawet jeśli pomyślisz, że wyrwałeś do reszty jego korzenie, zdoła zakiełkować i wypuścić nowe liście, powracając, denerwując, męcząc. Niszcząc to, co sam zasiałeś.
Wright byli chwastem ziemi - starego i nowego świata - a kolejne katastrofy i klęski żywiołowe nie zdołały tego zmienić.

Ósmego marca dwa tysiące dwunastego roku Selene Wright miała drugą zmianę w zajezdni przy jednej z wielu autostrad. Jedno z tych miejsc, gdzie często zatrzymują się tirowcy, aby zjeść, odpocząć i znowu, po zregenerowaniu sił, ruszyć w drogę. Nie był to najlepszy dzień do momentu, aż nie wszedł on. Z pewnością wysoki, bo musiał się schylić by nie uderzyć w framugę, dobrze zbudowany, przystojny. Trzymający w dłoni kwiatki, aby wręczyć je wszystkim pracującym kobietom. Było już późno i Selene lada moment kończyła. Zaledwie godzinę później ujeżdżała nieznajomego w jego ciężarówce, pozwalając mu w sobie skończyć, a potem zasnąć przy nim i powtórzyć zabawę o poranku. Nigdy więcej go nie zobaczyła, ale ten nie pozwolił o sobie zapomnieć.
Po dziewięciu miesiącach na świat przyszedł Immer. W rok, gdy miał się skończyć świat. I owszem. Selene uważała, że lepiej by było, gdyby Majowie mieli rację. Wtedy nie tylko ona byłaby skończona.

Jeżeli było cicho, to oznaczało tylko jedno. Chłopiec o aparycji cherubina - o pięknych, błękitnych oczach i włosach białych jak śnieg - coś broił. Swoim zachowaniem całkowicie zaprzeczał aparycji, myląc tylko tych, którzy go nie znali. Zawsze wyższy od rówieśników, chudszy z wiecznie pozdzieranymi knykciami. Lubił rządzić. Musiał rządzić. Używał do tego siły czerpiąc z tego więcej zabawy niż ze słów. Nauczył się dość szybko mówić, ale rzadko się odzywał. Milczek, który ciszę wokół siebie przerywał krzykiem innych dzieci. Lub płaczem. Nierzadko obiema tymi rzeczami naraz. Nauka chodzenia często kończyła się kolejnymi ranami. Był niecierpliwy. Rwał zawsze do przodu, nawet kiedy chwiał się na nogach. Chciał być wszędzie. I to najszybciej, jak się tylko dało.
Przysparzał wiele kłopotów. Z rówieśnikami, w szkole, w domu, na podwórku. Jego pojawienie się zwiastowało nadejście problemów. Takich, które tylko dorośli potrafili zatrzymać. Ale nie zawsze im zapobiec. Słyszał wielokrotnie płacz matki za ścianą, kiedy myślała, że w końcu zasnął. I nie był on spowodowany tylko zachowaniem syna.
Nie przelewało się. Selene sama uciekła z domu pełnego patologii, gdy miała ledwie piętnaście lat. Nigdy nie skończyła szkoły średniej i nie miała co liczyć na lepszą pracę. Przez kilka lat mieszkała na ulicy, aby w końcu zarobić na możliwość wynajęcia pokoju, w którym ledwie mieściło się łóżko. Pojawienie się dziecka wszystko skomplikowało. Pierwsze lata spędzili w domu dla samotnej matki, potem udało się jej zdobyć pracę jako sprzątaczka u bogatych rodzin, dzięki czemu mogła pozwolić sobie na wynajęcia jakiejś malutkiej kawalerki.
I to z niej oglądali, jak cały świat zaczął upadać.

Na początku Selene nie miała zamiaru nigdzie się ruszać. Może ze strachu, może z przekonania, że w tych ciasnych ścianach zostaną niezauważeni. A Immer zaczął pytać o więcej niż wcześniej. Głównie dlatego, że zabroniono mu wychodzić i nie miał jak spożytkować energii. Nie rozumiał, ale nie można go za to obwiniać, był tylko dzieckiem, które jeszcze nie wiedziało, jak świat powinien wyglądać. Dla niego całym światem było podwórko, a granicę wyznaczała ulica, przy której mieszkała pani Hopper i ta, która otaczała szkołę od tyłu. Sklep zoologiczny Pimpuś i las, do którego nie mógł się nawet zbliżać. Wszystko dalej już go nie obchodziło i wszelka myśl o pójściu dalej bez obecności matki przysparzała go o szybsze bicie serca.

Z domu wypędziło ich nadchodzące tornado. Z plecakiem wypchanym najważniejszymi rzeczami - a posiadali ich i tak śmiesznie mało - uciekli. W pierwszym lepszym kierunku, ale nie z tłumem ludzi, a osobno. Grupa mogła zapewnić bezpieczeństwo, ale i uniemożliwić zebranie zapasów. Selene natomiast wiedziała, jak przetrwać w pojedynkę. Lata spędzone na ulicy w końcu mogły sprawić, że pierwszy raz to ona mogła być górą. Wystarczyło nauczyć tego swoją latorośl.
Byli jak zaszczute, dzikie psy. Niechętnie zapuszczali się do granic osiedli, a jeżeli już się na to decydowali to tylko wtedy, kiedy noc była ich sojuszniczką. Mijały lata, przetrwanie w pojedynkę stawało się coraz trudniejsze, a młody Irbis coraz bardziej rósł i przestawał być rozwydrzonym smarkaczem, a przeistaczał się w cerbera swojej matki. Bezgranicznie oddany, stróż o posturze, która zaczynała wzbudzać respekt zanim w ogóle w pełni wyszedł z cienia.
Owego strachu nie wzbudził jednak w bandzie, którego pewnego dnia odnalazła ich kryjówkę. Kilku dorosłych mężczyzn, całkowicie zdziczałych, którzy dostrzegali w Selene jedynie zabawkę do rozluźnienia napięcia zaczynającego coraz mocniej uwierać pod spodniami.
Połamali mu żebra, kiedy starał się walczyć o to, by nie naruszyli godności matki. Podbili oko, wybili górnego, pierwszego trzonowca po prawej stronie, przysporzyli krwiaka na całą prawą stronę twarzy. Finalnie pozbawili świadomości. Ledwie piętnastoletniego smarkacza - nie mógł być dla nich większym problemem. Obudził się następnego dnia. Obolały, z matką u boku, która była w znacznie gorszym stanie od niego. Jedyne, na co było go wtedy stać to głuchy warkot wyrywający się prost z trzewi. Nierówny, charkliwy, przerywany głuchymi kaszlnięciami, co spotykało się z cichymi sykami, kiedy ból w kujących upomnieniach rozlewał się falami po całym ciele. A o umysł wciąż uderzała jedna, irytująca myśl. Dlaczego wciąż żyli?

Bo ludzie są zasobem.
To było wyjaśnienie, którym uraczył ich przywódca bandy, kiedy w końcu wrócił z wyprawy z inną grupą. Mieli dwa wyjścia - dołączyć lub zginąć, wcześniej będąc zabawkami tak długo, aż w końcu wyzioną ducha. Immer długo nie rozumiał, czemu matka od razu się zgodziła zamiast spróbować walczyć. Tym bardziej nie potrafił pojąć dlaczego coraz częściej gościła w łóżku Victora. Ale tego nie musiał rozumieć, upominała go kobieta, ilekroć pytał. Ilekroć próbował namówić, żeby uciekli.
Ale, wbrew wszelkiemu niezadowoleniu, w grupie byli bezpieczni. U boku Victora - nietykalni. Już nie musieli ze strachem wpatrywać się w wejście kryjówki, gdy wiatr figlarnie wyrzucał piach na wyniszczone ściany, drapiąc i budząc wyobraźnie, wmawiając jej, że ktoś nadchodzi. Teraz to oni wzbudzali ten strach.

Sam zdziczał. Kolejne lata mijały, Irbis osiągnął pełnoletność przejmując coraz to gorsze cechy od Victora i spryt od Selene. Wszelkie wyrzuty sumienia, które pozwalały mu zachować człowieczeństwo zaczynały zanikać. Kręgosłup moralny został strzaskany pozbawiając go wszelkich skrupułów i popychając do coraz gorszych rzeczy. Knykcie znowu nom stop były pozdzieranie, a nonszalancki uśmiech nie schodził z warg. W hierarchii wybił się dość szybko, bez wsparcia Victora - ten wręcz podrzucał mu kłody pod nogi zahartowując młodego mężczyznę. Dla zabawy i ku swojej zagładzie. Irbis osiągał coraz wyższe pozycje za pomocą siły mięśni i ostrego języka, z jadowitymi szeptami matki płynącymi wprost do ucha, która dawała mu rady znacznie celniejsze niżeli swojemu partnerowi. Przygotowując pierworodnego do przejęcia władzy i dokonania ich osobistej zemsty. Wszak nigdy nie wybaczyła mężczyźnie to, co im zrobili.
Plotki o powstaniu Fort Florence zwróciły uwagę bandy. Victor niemal od razu zdecydował się ruszyć w tamtym kierunku. Tak w 2032 roku Salvages zaczęli plugawić swoją obecnością Outland.

Z samego początku słynęli głównie ze swojej brutalności. Napadali malutkie grupki - zwykle rodziny - okradali je i często gnębili, na okrągło powtarzając swe wizyty. Wilcza sfora, która za pomocą kłów musiała wywalczyć sobie skrawek nowej ziemi. Wielu, z podkulonymi ogonami, ustępowało szukając swojego miejsca gdzie indziej. Inni się stawiali - ci po prostu ginęli, a jeszcze inni dołączali. Victor szybko w tych drugich dostrzegł możliwość zarobku na truchłach. Zaczął sprzedawać ich wnętrzności, wpierw wmawiając, że są to organy upolowanej zwierzyny, a potem do wyższych sfer, na czarny rynek, kiedy macki znajomości zaczęły sięgać coraz dalej. Był to proces żmudny, niemiłosiernie niewdzięczny, który ledwie parł przed siebie o krok, by byle pomyłka kosztowała cofnięciem się o trzy. Tu spryt Selene okazał się niezastąpiony.
Banda osiedliła się na wysypisku zgarniając dla siebie najlepsze łupy i ubijając interesy z tymi, którzy dostarczali im te cudeńka. Tak dotarli do Panoramy, o czym wiedzieli tylko trzy osoby. Victor, Selene oraz Irbis.

Sprawy skomplikowały się, gdy w 2038 roku z Newcrest do Outland została zesłana Nea. Uciekając przed jedną z band zapędziła się za granicę wysypiska wpadając na grupkę, która akurat przeszukiwała obrzeża. Wśród nich był Immer.
Widok zakrwawionej kobiety w podartych ciuchach był czymś, co pierwszy raz od dawna wzbudził w nim strach. Sparaliżował go na ledwie jedno, leniwe uderzenie serca - ale dokonało się. Wkradło do umysłu dawno zapomniany obraz. Obraz pobitej, roztrzęsionej matki, która ledwie łapała oddechy. Noc, kiedy banda Victora ich znalazła.
Teza, jakoby kobiety były zgubą świata miała wysoką szansę zaistnienia. Przynajmniej w przypadku Immera. Nie potrafił stwierdzić, co było w Nei, że szybko zgłupiał na jej punkcie. Dbał o nią, osobiście wymieniając opatrunki na twarzy. Pierwszy dzień w Outland kosztował ją dwie podłużne rany ciągnące się od niemal środka czoła w stronę ucha, jedna, krótka na linii kości policzkowej i jeszcze jedna, przecinająca policzek do krawędzi żuchwy. Wszystko po lewej stronie. Była nieidealna. Wzbudzała niechęć, trwogę. Ale i fascynację Irbisa. Krucze włosy tworzyły kontrast dla jego białych. Onyksowe spojrzenie nigdy nie uciekało przed błękitnym. Pełne wargi często odpowiadały tą samą drwiną, zdradzając, że wcale się go nie bała. Jej ojciec pochodził z Chin, a matka była Kanadyjką - tylko tyle wiedział o jej pochodzeniu, a sama, jak i on, była ledwie dzieckiem, kiedy świat postanowił upaść pokazując środkowy palec ludzkości, która do tego doprowadziła.
Kochał ją. Jej ochrypnięty głos, który ostro przerywał ciszę, kiedy akurat nie paliła i zaznaczała, wyraźnie i dobitnie, do kogo należał Irbis, a co, wbrew wszelkim wcześniejszym przekonaniom, napawało go dumą. Utemperowała go jednocześnie nie pozbawiając charakteru. Wyznaczyła granicę, która miała mu pomóc przywrócić własne człowieczeństwo. Victor zabił ją w 2039 roku, ledwie tydzień po tym, gdy oświadczyła, że jest w ciąży.
Przeszkadzała, mąciła, odwracała uwagę młodego od rzeczy ważnych. Od dominacji.
I sam przypłacił to życiem. Nie pamiętał tych kilku godzin ze swojego życia.
Urrwysyn nie pamięta momentu, gdy chowali Neę. Nie pamięta, kiedy pozbyli się Victora. Nie jest nawet pewny czy Selene towarzyszyła mu przez ten cały czas. Pamięta natomiast ból, który w możliwie najbrutalniejszy sposób sprowadził go na ziemię. I świadomość, że nie chce już drugiej Nei.
Nie pamięta nawet, co powiedzieli reszcie gangu. To Selene mówiła. Jego matka zawsze potrafiła zachować zimną krew w równie beznadziejnych momentach. I właściwie - cieszyła się, że dokonali zemsty. Nawet takim kosztem. Świat był pełen kobiet, na pewno znajdzie się druga, która da jej wnuki. Wepchnęła Immera na piedestał, a ludzie nie oponowali. Przecież od lat był przygotowywany do tego, aby przejąć dowództwo po Victorze. Chociaż nigdy na głos nie padły podobne wnioski.

Skoncentrowany na kontynuacji planów całkowicie zatracił się w robocie. Lata mijały, pozycja gangu coraz bardziej się umacniała. Handel kwitł coraz bardziej, a Immer zaprzestał brutalnych aktów na rzecz dogadania się z pozostałymi grupami i skoncentrowaniu się na ich prawdziwym, wspólnym wrogu. Tak, jak chciała tego Nea. Salvages z bandy niszczycielskich drapieżników stali się handlarzami, chociaż w żaden sposób nie stracili na brutalności, o czym przekonuje się każdy, kto tylko próbuje nadepnąć im na odcisk. A Immer na to pozwala - by ludzie przypominali, że pomimo zakończenia agresywnych podbojów, wcale nie boją się do nich wrócić.
Ostatnio, ledwie dwa miesiące temu, Selene zdradziła tajemnicę, która kolejny raz zatrzęsła fundamentami Immera.
Czerniak.
Wyrok, któremu nie da się przeciwstawić. A który przecież zabrał już wielu z nich. I wielu jeszcze zabierze. Dlatego też obecnie Irbis koncentruje się nie tylko na dowodzeniu gangowi, ale i spełnieniu ostatnich próśb matki. A te.. nie zawsze wydają się być realne. Możliwe do spełnienia.
Powrót do góry Go down
 
Immer "Irbis" Wright
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fort Florence :: Portal :: postacie :: rozszerzenia-
Skocz do: